Patelnią i piórem

Piłat, Świt i Wiosna Teatralna

     Minął mi poprzedni tydzień wyjątkowo szybko i pod hasłem wysokiej kultury. Coraz bardziej rozkręca się i krzepnie nasza Grudziądzka Grupa Literacko-Kulturalna „Świt”. Podejmujemy już całkiem sporo działań związanych z charakterem stowarzyszenia, organizujemy się i zaczynamy być widoczni na kulturalnej mapie miasta. Papierki rejestracyjne wysłane do sądu, pozostaje tylko czekać na formalne, sądowe potwierdzenie naszego istnienia… poczekamy sobie i to sporo, niestety. Jedną z form naszej działalności są wieczory autorskie i wystawy. Na razie członków „Świtu”, ale z czasem, kiedy może nawiążemy współpracę z innymi, podobnymi stowarzyszeniami, autorów spoza miasta. W poprzedni czwartek, 13-go marca, odbył się taki wieczór. Nie, nie pierwszy, ale znamienny i wyjątkowo szczególny. Na naszej scence, która gwoli ścisłości mieści się w Bibliotece Miejskiej im. Wiktora Kulerskiego w Grudziądzu, wystąpił grudziądzki artysta Janusz Kamiński. Chcąc wpisać się czas przedświątecznych, wielkopostnych przygotowań duchowych, Janusz przedstawił swój autorski monodram „Spowiedź Piłata”. Cóż takiego szczególnego to było? Otóż wyjątkową jest sama osoba autora. Janusz Kamiński, poza tymi przejawami talentu, jakimi jest jego oczywista wrażliwość twórcza, zdolności recytatorskie i aktorskie, jest od ponad trzydziestu lat niewidomy. Jego poczucie własnej wartości, wiara i talent odsłoniły przed nim inny, a kto wie czy nie bogatszy świat. W tym miejscu chciałem przytoczyć fragmenty wywiadu, jakiego udzielił kiedyś Janusz redaktorowi Łukaszowi Ernestowiczowi dla MMGrudziądz:

- Co pomogło jeszcze przezwyciężyć słabości?
- Wiara w Boga i poezja. Boga poznawałem przez ludzi, na pielgrzymce do Częstochowy. Dzięki Niemu jestem szczęśliwy, a utraty wzroku nie postrzegam jako nieszczęście. A może to jest właśnie szczęście?! Może łaska, że nie widzę? A może byłbym innym człowiekiem, może gorszym? Ja jestem bardzo szczęśliwy! Ja tylko nie widzę, ale czy żyję gorzej?! Nie! Przecież ja żyję bardzo ciekawie, mam wielu przyjaciół, jeżdżę po całej Polsce, interesuję się poezją, teatrem.

Dla mnie osobiście najwspanialsza i najbardziej znamienna jest odpowiedź na inne pytanie zadane przez redaktora:

- Teraz jest pan znanym w okolicy artystą. Na zaproszenie Andrzeja Seweryna wystąpi pan w Teatrze Polskim w Warszawie. Może otworzą się przed panem drzwi wielkich teatrów i scen?
- Nie sądzę. W Polsce artyści z jakąś dysfunkcją nie mają szansy przebicia. W ogóle mówi się o nas "artyści niepełnosprawni". Proszę mi odpowiedzieć: jak artysta może być niepełnosprawny? To znaczy ma duszę niepełnosprawną, czy co?

No właśnie, niepełnosprawny artysta. Któż to taki? Na pewno nie Janusz Kamiński, on jest tylko niewidomy. Powinienem napisać o samym monodramie. „Spowiedź Piłata” Janusz napisał już parę lat wcześniej i sam nie rozumiem, dlaczego ja pierwszy raz to usłyszałem dopiero teraz. Pierwsze słowa monodramu, Piłat siedzący w fotelu, doskonały, ekspresyjny głos Janusza Kamińskiego… doznałem szoku, jak najbardziej pozytywnego, do końca spektaklu chłonąłem słowo po słowie mając w głowie prawdziwy kocioł myśli, po spektaklu zwyczajnie zapomniałem że dookoła są inny ludzie, oniemiały i chyba szczęśliwy, że tam byłem. Nawet dziś jeszcze nie potrafię opisać swoich odczuć. Najlepiej wrażenia z tego spotkania opisał inny uczestnik tego wydarzenia Kazimierz Trybulski. Naprawdę zachęcam do przeczytanie tego artykułu:

http://www.mmgrudziadz.pl/artykul/spotkanie-z-januszem-kaminskim

 

Janusz  Kamiński.jpg

Zdj. Jadwiga Biedzińska 

Świtowcy w Grudziądzu mają szerokie plany i perspektywy działań. Poza indywidualnymi spotkaniami naszych autorów z mieszkańcami przygotowujemy poetycką prezentację Grupy, być może wyniknie z tego jakiś rodzaj małej formy scenicznej. Moja skromna osoba bierze udział w tym przedsięwzięciu, jak również zaangażowałem się odrobinę w publikację książkową z tekstami z tej prezentacji, a nad całością czuwa i redaguje Janina Tarnawska, wspaniała grudziądzka poetka. Oczywiście Świtowianka.

Z małym opóźnieniem, ale rozpoczęła się Grudziądzka Wiosna Teatralna. Jest to przegląd teatrów w formule festiwalowej, gdzie sztuki wystawiane są pod jednym przewodnim hasłem, każdego roku innym. W tym roku jest to: k!Raj.pl., czyli tematy polskie, o przeróżnym zabarwieniu, ale oscylujące wokół myśli przewodniej. Rozpocząć festiwal miał Teatr 6 Piętro z Warszawy spektaklem „Fredro dla dorosłych – mężów i żon”, ale rozchorowała się Pani Fraszyńska i niestety żeńska publiczność w Grudziądzu nie zobaczyła przede wszystkim Michała Żebrowskiego. 3-go marca wystąpił na grudziądzkiej scenie Teatr Polski z Bielska-Białej ze spektaklem „Żyd”. Reżyser Robert Talarczyk tak mówi o tej sztuce: - To pierwsza sztuka po książce Jana Tomasza Grossa, która stawia pytanie: czy jesteśmy antysemitami? Nie jest to jednak adaptacja tezy Grossa, raczej pytanie o postawę tzw. elit intelektualnych. Co potrafią zrobić z pamięcią? Jak na nią spojrzeć? Czy chcą mówić o historii?

"Żyd" powstał na zamówienie Teatru Polskiego. Napisał go mieszkający w Bielsku-Białej dramaturg i dziennikarz Artur Pałyga. Spektakl pokazuje, jak współczesne stereotypy na temat Żydów ujawniają się przez doświadczenie zwykłych ludzi. Grupa nauczycieli z jednej z małomiasteczkowych i podupadających szkół ma okazje spotkać się z tytułowym Żydem, teraz mieszkańcem Izraela, a w przeszłości uczniem tej właśnie szkoły. Jak przywitać gościa, jak zachować się w jego obecności?

Nauczyciele, ksiądz to ludzie będący elitą miasteczka, a jednak nie potrafią sobie poradzić z własnymi doświadczeniami i tkwiącym gdzieś w głębi duszy antysemityzmem. Powoli i stopniowo rozdrapane zostały rany i przewiny każdego z bohaterów, stopniowo docierając też do świadomości widza. Ilu widzów spróbowało rozliczyć się po tym spektaklu z własną przeszłością? Mam nadzieję, że większość. Autor sztuki nie podał rozwiązania, zostawił temat otwarty, to widz ma odpowiedzieć sobie, na ile jesteśmy, jako społeczeństwo, ale i jako człowiek każdy z osobna, gotowi na zaakceptowanie „brudnej” polsko-żydowskiej historii. Temat wyjątkowo ciężki.

            No i tak upłynął mi cały poprzedni tydzień, a właściwie i wcześniejsze tygodnie, bowiem sporo pracy w Stowarzyszeniu, a i zaległości czytelnicze należy odrobić. Jeszcze w temacie żydowskim, czytam od kilku dni „Echo” Juliana Stryjkowskiego. Polecam, zwłaszcza młodszym, to może być dla wielu bardzo egzotyczne doświadczenie.

W najbliższą sobotę w teatrze rarytasik. Krystyna Janda z monodramem ‘Danuta W”. Wszyscy wiedzą, o co chodzi w tej sztuce. Po spektaklu spotkanie z Paniami Jandą i Wałęsą. Już jestem zniecierpliwiony i czekam zwłaszcza na osobiste doświadczenie kunsztu Krystyny Jandy. Opiszę swoje wrażenia.