Patelnią i piórem

Poezja, kino i jedzenie

                                            już czas

                                           czas aby ktoś uniósł głowę

                                           i wybił się ponad przeciętność

                                           aby głos jego zabrzmiał

                                           i obudził szarych

 

                                           już czas

                                           czas aby lawa ruszyła

                                           aby się nowe i stare zmieszała

                                           w jedną wielką bombę

                                           i wybuchło

 

                                           już czas

                                           czas skończyć zabawę!

 

Wiersz napisany gdzieś w okresie młodzieńczego buntu lat 80-tych.  Wydaje się, że dziś ponownie stał się aktualny, a może wcale nie przestał taki być… Zmieniają się czasy, zmienia się nasza rzeczywistość, a problemy młodego człowieka, jego oczekiwania od życia, od świata wcale nie są aż tak różne od poprzedników. Z pokolenia na pokolenie chcą zmieniać świat.

Kino i niespotykany dotąd w historii kinematografii film: „Powstanie Warszawskie”. Nie jestem warszawiakiem, nie pałam nawet taką miłością do stolicy, jaką próbowano na nas wymusić w szkole podstawowej, ale mam swoje lata i wiedzę i stosunek do historii, a to, co zobaczyłem przerosło mnie i moją wyobraźnię. Podam parę faktów za producentami:

„Powstanie Warszawskie" to pierwszy na świecie film fabularny zmontowany w całości z materiałów dokumentalnych, opowiadający o tytułowym wydarzeniu poprzez historię dwóch młodych reporterów, świadków powstańczych walk. Film wykorzystuje autentyczne kroniki filmowe z sierpnia 1944 roku. Posiłkując się nowoczesną technologią koloryzacji i rekonstrukcji materiałów audiowizualnych oraz zapraszając do współpracy grupę znamienitych twórców, jego autorzy zrealizowali projekt, który nie ma odpowiednika w skali światowej. 


6 godzin oryginalnych kronik z Powstania Warszawskiego, 6 miesięcy pracy, zespół konsultantów ds. militariów, ubioru, architektury, również urbanistów, varsavianistów i historyków, 1000 godzin konsultacji kolorystycznych, 1200 ujęć, 1440 godzin koloryzacji i rekonstrukcji, 112.000 wybranych klatek, 648.000 minut rekonstrukcji, 22.971.520 megabajtów danych -- to tylko niektóre liczby pozwalające uświadomić sobie, choćby częściowo, ogromny nakład pracy i środków włożonych w realizację projektu „Powstanie Warszawskie". Efektem jest 90 minut odbudowanego, pokolorowanego, ściskającego za gardło filmu, który ukazuje Powstanie Warszawskie z niespotykanym dotąd realizmem.”

 

 

 

No właśnie. Nikt do tej pory nie próbował nawet stworzyć czegoś podobnego. Nie ma nawet nazwy gatunkowej dla takiego rodzaju filmu. Ogrom pracy włożony w ten projekt jest niesamowity, no i powstanie, jego atmosfera tragizm. Wiele z obrazów nigdy wcześniej nie było pokazywane, a teraz mamy TO. Jedynym mankamentem tego filmu jest dubbing. Zauważone to zostało przez wielu odbiorców i można poczytać o tym w sieci. Faktycznie wkładając tak dużo pracy w ten projekt, zatrudniając najlepszych specjalistów od czytanie z ruchu warg, można było się pokusić o większy profesjonalizm w udźwiękowieniu filmu. Najdobitniej opisał to internauta podpisujący się Equnoxe:

Razi kompletna studyjność bijąca z głośników. Głosom brakuje przestrzeni, brakuje miejsca na oddech, słuchając głosów podłożonych głównym bohaterom, ale i setkom powstańców i cywilów, ja się po prostu duszę. Mam wrażenie, że cała ekipa dubbingująca film siedzi tuż za ekranem, w dziupli o wymiarach metr na metr na dwa i w czasie rzeczywistym czyta mi swoje kwestie do mikrofonu. Nawet jeśli są obiektywnie nieźle zagrane, z emocjami, elementami gwary i stosowną dynamiką, wszystko zabija to wrażenie cholernego nagrania w studio. Najdobitniej słychać ten absurd w scenie, w której ksiądz odprawia mszę na podwórzu kamienicy, a z głośnika płynie miarowo pozbawiony tła i odbić głos lektora z Polskiego Radia rodem.”

Co by nie mówić, ten film należy obejrzeć!!!

Najwyższy czas byśmy coś ugotowali, nieprawdaż?

Już od jakiegoś czasu dochodzą mnie wołania od bywalców mojego bloga, że zaniechałem karmienia. No to na zakupy:

  • 250 gram cienkich plasterków ementalera
  • 8 kromek chleba tostowego
  • 1/4 litra  bulionu mięsnego
  • 2 jaja
  • 2 łyżki posiekanej natki pietruszki
  • Sól

Zakupy zrobione, ale drodzy panowie nie wiedzą jeszcze czym dziś zachwycą swoją partnerkę ;) Otóż dziś szarpniemy z francuska, proponuje zatem dokupić jeszcze dobre białe winko. Oczywiście schłodzić je przed podaniem.  Gotować będziemy zupę zapiekaną z serem i tostami.

Tak, więc po kolei:

Przygotować dużą żaroodporna formę. Ułożyć w niej warstwami chleb i ementaler, ale tak by ser był warstwą ostatnią. Zalać wszystko bulionem, włożyć do nagrzanego piekarnika na 20 minut. Jajka wymieszać ze szczyptą soli, dolać do zupy i dalej zapiekać jeszcze 10 minut. Przed samym podaniem zupkę posypać pietruszką. Bon appétit!