Patelnią i piórem

"Wojna Płci" - odsłona druga

   Wiosna Teatralna w Grudziądzu rozpoczęła się na dobre, równocześnie z tą wiosną w przyrodzie, a i w sercach też chyba. Dla mnie osobiście ta wiosna niesie ze sobą jeszcze jeden specjalny aspekt. Po wielu różnych przymiarkach i perturbacjach udało mi się wydać mój własny debiutancki tomik poezji „Dogonić blask dnia”. Niewyobrażalnie miło jest wziąć w rękę własną książkę, pachnącą farbą drukarską, jeszcze „ciepłą”, zwłaszcza, kiedy tak bardzo była wyczekiwana.

 DSCF3509.JPG

   Kolejna odsłona „Wojny Płci” to… a nie, może na początek druga część spotu reklamowego.

 

   Jako drugi festiwalowy gość wystąpił Teatr Śląski z Katowic ze spektaklem „Poskromienie złośnicy” Williama Shakespeare. Sztuka znana, lubiana i często wystawiana na deskach teatrów na całym świecie. Konwencja zabawnej i błahej komedii dell’arte pokazana nam została w nieco inny sposób. Tym razem reżyser przeniósł widza prosto do Włoch (i dobrze, w końcu tam dzieje się cała akcja sztuki), ale do Włoch lat 60-tych. Obrazki jak z filmów Felliniego, Viscontiego (ale i Ojca Chrzestnego) to i tu wesoła, bawiąca się młodzież czy zdobywające popularność włoskie skutery wraz z muzyką Marino Mariniego i Domenico Modugno.

 Poskromienie złosnicy.png

 Fotografia pobrana ze stront Teatru Ślaskiego z Katowic

   Zastanawiało mnie mocno pytanie czy taka konwencja zda egzamin w połączeniu z tekstem Shakespeare. Nie do końca byłem przekonany i nie do końca po spektaklu usatysfakcjonowany. Wprawdzie gra aktorska na bardzo wysokim poziomie, tekst wiadomo, konwencja wydawała by się ciekawa, ale… zabrakło mi jakiejś iskry już o fajerwerkach nie wspomnę. Ciekawa scenografia, nie rozbudowana przesadnie. Może kilka cytatów z recenzji prasowych:

Nikt nie podejrzewał, że [reżyser] zaryzykuje teatralne równouprawnienie: ambitnym miłośnikom klasyki, serwując komedię z końca XVI wieku, a wielbicielom rozrywki, zamiast Cooneya, podsuwając w tym samym czasie Szekspira.[…] Bradecki zdaje się puszczać do widza oko i wołać: a proszę bardzo! Akcję przenosi do słonecznej Padwy przełomu lat 50. i 60. XX wieku. W zabawnej scenografii gdzieś między narodzoną na nowo na płótnie Wenus Botticellego a krzywą wieżą w Pizie Babtista Minola (Wiesław Sławik) wdziewa fartuszek i otwiera swoją kawiarnię. Tylko czekać, aż zapachnie włoską kawą…

„Gazeta Wyborcza”

[…]scenografię Urszuli Kenar, utkaną z turystycznych stereotypów Italii: z prawej rzymskie „usta prawdy”, z lewej przechyloną wieżę z Pizy, a w charakterze horyzontu perłę Muzeum Uffizi, czyli „Narodziny Wenus” Botticellego. Lekki zez w oku bogini sygnalizuje od razu, że to przedstawienie nie będzie całkiem serio, że to taki sceniczny żart, utkany z gry konwencjami i cytatami z popkultury. (…) katowickie przedstawienie jest zresztą świetne aktorsko. Naprawdę świetne! W ramach narzuconej przez reżysera konwencji aktorzy grają koncertowo, tworząc zróżnicowane, krwiste postacie.

„Dziennik Zachodni”

   Ja gdzieś tam w pamięci mam przedstawienia Teatru Telewizji z 1990 roku w reżyserii Michała Kwiecińskiego ze wspaniałymi kreacjami Joanny Szczepkowskiej i Janusz Gajosa. Na dzień dzisiejszy to dla mnie niedościgły wzorzec inscenizacji i gry aktorskiej. Nie powiem, że ten wieczór był „zmarnowany” o nie. Ubawiliśmy się przednio głównie zasługą wyśmienitego tekstu i gry aktorów, a włoska muzyka lat 60-tych wszystkim przecież cudnie wpada w ucho.